Cześć. Jestem Marcin.

Moja przygoda ze sportem zaczęła się już we wczesnych latach dzieciństwa. Zawsze wszędzie było mnie pełno. Nie mogłem usiedzieć w miejscu i już jako 6 latek postanowiłem, że chce zostać piłkarzem. Nie była to trafiona decyzja, zrezygnowałem po kilku treningach.

Następnie przyszła wspaniała historia z bieganiem. Rok 1995, w wieku 7 lat zadebiutowałem na zawodach. W moim mieście organizowane były dwa biegi uliczne, na które wybierały się całe szkoły. 3 maja z okazji obchodów Dni Kościana oraz 5 maja bieg Harcerstwa Polskiego.  Zająłem w nich kolejno drugie i pierwsze miejsce. Mój tata widząc moje wyniki zaproponował by trenował mnie jego kolega, który opiekuje się grupką dzieciaków. Spotykaliśmy się regularnie, a treningi sprawiały więcej radości niż wyjście z chłopakami na boisko (dobra przesadziłem) I tak minęło mi 5 lat dzieciństwa, treningi, obozy sportowe, zawody. Byliśmy nie do zajechania. W wieku 12 lat trener zapisał mnie do „profesjonalnego” klubu biegacza. Niestety tam bieganie nie było już zabawą. Kilometry i wyniki. Tylko to się liczyło. Dla mnie jako dzieciaka ważniejsza była zabawa niż pogoń za sukcesami. W 2002 roku odłożyłem buty biegowe na półkę.

Następnie rozpoczął się okres poszukiwań. Zaczęło się od półrocznej przygody z koszykówką lecz coś nie zagrało. Następnie pokochałem piłkę ręczną.  Głównie za sprawą nauczyciela wf-u, który sam uprawiał te dyscyplinę. Spotykaliśmy się raz w tygodniu na zajęciach dodatkowych zwanych SKS-ami. Jeździliśmy na zawody międzyszkolne, aż do czasu opuszczenia gimnazjum. W międzyczasie bawiłem się jeszcze w rzut oszczepem.

I tak po opuszczeniu gimnazjum rozpoczęła się moja druga miłość. Postanowiłem spróbować siatkówki. Przygoda zaczęła się w 2005 roku. Początki były niewinnie. Halówki  za 15 złotych i nieudolne próby podbicia piłki sposobem dolnym, a zakończyło się pięcioma treningami w tygodniu, licznymi turniejami i zawodami. Taka sytuacja trwała do 2015 roku. Dlaczego się skończyła? Wszystkiemu winne bieganie.

W 2011 roku postanowiłem spróbować swoich sił w półmaratonie. Bez przygotowania, półtorej godziny po rozegraniu meczu w siatkówkę wskoczyłem w halówki i nabiegałem 1:59:13. Tak to się zaczęło i trwa do dziś.

Obecnie bieganie jest częścią mnie. Na wakacjach, w domu, pracy. Wszędzie tylko bieganie i bieganie. I właśnie dlatego powstała ta strona. Po pierwsze będzie to miejsce gdzie będę mógł przelać moje myśli by odciążyć osoby wokół mnie, a po drugie być może uda mi się zarazić kogoś tym biegowym szaleństwem.

Kwalifikacje:
Instruktor lekkiej atletyki PZLA.